czwartek, 29.marca.2012, 03:33
Nie umiem zrozumieć, dlaczego wciąż wracam do tego wszystkiego. Przecież to przeszłość, minął już ponad rok. Zmieniliśmy się, mamy inne życie. Poza tym sama tak zdecydowałam i nigdy nie zdecydowałam się odejść.
Wracam często do tego, dlaczego tak się stało? Co przeważylo?
Przecież dzień rozstania był straszny. Oboje w płaczu, nie mogliśmy się od siebie odciągnąć, ale jednak dał mi odejść. Pogodził się z tym, a ja pozwoliłam mu tak zrobić. Co jest z tą miłością, że sprowadza nas do takich dziwnych decyzji?
To jest nienormalne żebym każdą częścią siebie wiedziała, że dalej go kocham i że nie umiem sobie nawet wyobrazić poważnego związku z kimś innym.
Przypominam sobie te małe rzeczy, które nas zbliżały do siebie, jak to wszystko tak wolno się toczyło. Kiedy pierwszy raz spaliśmy w jednym łóżku. Mase zdjęć, których już nigdy nie będę miała okazji wkkleić do albumu.

Jeszcze do tego wszystkiego dochodzi moja mama, która w dalszym ciągu jest za nim, w sensie, że strasznie go lubiła i czasami mam wrażenie, że czuje jakby ją zranił tym, że odszedł, że nie chce mieć kontaktu. Co dla mnie jest całkowicie zrozumiałe. Eh.

Nie mam pojęcia jak sobie z tym poradzić. Nie myśleć? Czasem się nie da, myśli przychodzą w głupich momentach, czasami nawet nieodpowiednich. Co zrobić żeby w końcu mieć pewność, że to przeszłość ?
Inna
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Sen

sobota, 24.marca.2012, 23:55
Po szkole byłam jakoś masakrycznie zmęczona, oczy mi się same zamykaly, więc przysnęłam. I miałam strasznie dziwny sen.
Jechaliśmy w pare osób tramwajem i byl już nasz przystanek, a ja zapomniałam zabrać torebki i kurtki. Jak się wróciłam, to nie mogłam już wysiąść i pojechalam na następny przystanek, który był wyjątkowo daleko. Właściwie to pojechalam już nim jakoś do końca, zapętlił się, że byłam jakby pod domem zaraz i druga koleżanka właśnie miała do nas dołączyć i zdziwila się bardzo jak mnie zobaczyła. Wyjaśniłam sytuację i poszłyśmy na ten sam tramwaj. I historia się powtórzyła. Znowu nie wysiadłam, nawet nie wiem dlaczego. Tylko, że tym razem wysiadłam wcześniej niż za pierwszym razem. I byłam na jakiejś wsi, trafiłam podświadomie do domu, trochę zniszczonego, ale przed domem był budowany z drewna od podstaw ołtarz, jak do ślubu. Potem jaby okazało się, że jestem w Jeleniej Górze, na podwórku mojej babci. I byla tam moja cała rodzina, z ciotkami i kuzynkami, i wujkami, włącznie  z moimi rodzicami i siostrami. I było to przygotowanie ślubu Piotrka. Byłam wściekła, że wziął moją całą rodzinę. Złapał mnie za słówko, bo najpierw powiedziałam, że bliższych mi, a potem, że bardziej moi.I wyszło na to, że to też są dla niego bliscy. Najgorsze było to, że siostry i jedna z ciotek zaatakowały mnie, jak ja moge mieć w ogóle pretensje, przeciez uklada sobie zycie itd. Tylko jedna cioca mnie rozumiała.Nie robilam scen, tylko, jak ktos na mnie naskakiwal, to mowilam zeby sie odjebali. Potem klocilam sie z Piotrkiem, a raczej rozmawialam, sama nie wiem. W kazdym razie podszedl do mnie. Oczywiscie jak to ja, mialam momenty, ze uciekalam. Juz mnie nie kochal. Wsadzil mi cos do torebki, ale nie wiedzialam co. Potem zdecydowal sie, ze mi powie, i kazal mi to wyciagnac. Byly to chusteczki higieniczne. Na nich przyklejona kartka z napisem: "Nasze pierwsze spotkanie, sobota. Na pamiętkę dla Ciebie. " - nie wiem dlaczego sobota, czy dlatego, ze dzisiaj jest ten dzien tgodnia, czy na prawde pierwszy raz sie widzielismy w sobote. Potem kazda chusteczka byla jakos opisana. Jednak ich nie czytalam. Poplakalam sie. I sen sie skonczyl. Pamietam jeszcze, ze strasznie chcialam sie do niego przytulic, ale tego nie zrobilam.
Skad mi sie az taki sen wzial to nie wiem. Tesknie, to prawda. Tylko, ze wczesniej tez tesknilam, a takich snow nie mialam. A ten mial jeszcze szerszy wymiar, bo wplatywal w to nasze rodziny. Bo jego rodzina tez byla, ktora patrzyla na mnie spod byka. Jednak bardziej chodzilo o moja rodzine, ktora nie byla za mna, ktora nie rozumiala, ze tesknie, ze cierpie, ze kocham.

Jak kocha to wróci. Takie powiedzenie, ale czy jakby kochał/a to by odszedł/eszła?
A nawet jak wróci, to jak długo czekać?
Boje się, że ja będę czekać zbyt długo, że dalej czekam i to jest zbyt długo. Tylko, że to ja powinnam wrocić, ale teraz juz nie mam jak. On mnie nie chce. Nie kocha mnie juz. Nie jestem juz w jego zyciu znaczaca osoba, jestem totalnie nikim.
Inna
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Bezkres.

wtorek, 13.marca.2012, 02:12
To ciekawe, jakie rzeczy w nas potrafią trwać i trwać. Minął już ponad rok, mogę nawet podać dokładną datę, dokładny miniony czasy. I powiedzieć co dokładnie czuje, teraz, jak i co czułam wcześniej.
MYslalam, że swoją "żałobę" już przeszłam, jednak teraz dopiero odkrywam jak może być silna tęsknota.
W momencie kiedy chcę podejść do mężyzny na poważnie, założyć, że wszystko co teraz będzie między nami, będzie prowadziło do czegoś konkretnego, czuję, że to nie jest to, w momencie kiedy się kochamy, ja mam ochotę krzyczeć imię ukochanej osoby, która nie jest ze mną. Kieyd wyobrażam sobie, że jestem właśnie z nim, kiedy wszystko z przeszłości staje się takie realne,. Tracę nadzieje, że mogę z tego wybrnąć i zastanawiam się ile czasu jeszcze potrzeba żeby mieć to za sobą. Piotrek ma to już dawno za sobą, a przynajmniej na to wskazuje jego życie. Boli mnie to cholernie, ale przecież nie zabronie mu iść do przodu, realizować się, spełniać marzenia. Być szcześliwym.
Wiem, że moje szczęście to ON. Zawsze tak było. Jednak musze znaleźć sobie następne szczęście.

Zaczęłam dzisiaj czytać "Czarnowcę z Portobello". Przeczytałam rowno połowe w jakieś prawie 5h :) Książkę, którą Piotrek przeczytał po angielsku, a potem ją specjalnie kupił. Miałam wiele okazji żeby ją przeczytać, ale nigdy tego nie zrobiłam. Teraz zastanawiam się czy możę po jej przeczytaniu inaczej bym podchodziła do życia, zwłaszcza naszego wspólnego. Jednak kiedy przeczytałam ją teraz i zwróciłam uwagę na pewne zdania, to czy na pewno wcześniej zrobiłabym to samo? Może wlaśnie zerwanie i jego brak spowodował, że stałam się bardziej wyczulona na pewne zdania?

"Kto nigdy nie zaznał bólu  towarzyszącego nagłej stracie tego, co w naszym życiu najważniejsze? I nie chodzi mi tylko o ludzi, ale także o myśli, plany, marzenia. Udaje się nam dzień, tydzień, czasem kilka lat, lecz ostatecznie jesteśmy nieuchronnie skazani na utratę"


Ja zaznałam ból straty. Nie poprzez śmierć, ale poprzez odejście. Moje i jego - nasze. Od tego co było, co mogło być. I od tego czego nie ma teraz. Właśnie te wszystkie plany, marzenia, wszystko to, co mogliśmy razem tworzyć, a czego nigdy nie będzie.


Czasami widzę jego twarz, tak o po prostu. Mówię sobie w głowie jakieś słowa i słyszę głos jakim wypowiada właśnie te słowa np.: "Dalej, lejesz to maleńka" - tak teraz kiedy to pisałam też słyszałam jego głos. Kiedy kolega opowiadał dowcip o Jasiu i źółtej kuleczce, widziałam nas razem idących przez ulice Wrocławia, kiedy właśnie opowiadał mi ten żart poraz kolejny i tak w kółko i  w kółko.


Szczerze, to ja nie wiem jak ja wytrzymałam ten rok bez niego. To na prawdę bylo skakanie sobie z dnia na dzien, olewanie wszystkiego, nie przywiazywanie sie do niczego.


"O dziwo, czas, który goi rany, pokazał też, że w życiu można kochać więcej niż jedną osobę. Ożeniłem się ponownie, jestem szczęśliwy u boku nowej żony i nie wyobrażam sobie życia bez niej"


Nie byliśmy małeżeństwem, chociaż często o tym rozmawialiśmy - może zbyt często. Jednak śmieszne było to, że dla moich znajomych, cały czas zachowywaliśmy się jak stare dobre małżeństwo. I było w tym coś pięknego, ale zarazem przerażającego - w końcu zerwaliśmy. I właśnie dla niego czas stał się łaskawy, pokochal kolejną osobę. Nie zapomniał mnie, wiem o tym. I nie przestałam mieć dla niego znaczenia. Tylko, że nie jest już we mnie zakochany. Mimo iż, może mnie kochać i pewnie tak jest, zwłaszcza, że ja go kocham całą sobą, ale nie będzie już nigd potrafił być ze mną. Zawsze będzie miał żal do mnie, że z niego zrezygnowałam. Jest teraz z kimś innym, prowadzi życie, takie jakie chciałam żeby miał ze mną, ale może nie tak wcześnie, jak się to miało potoczyć. Jest szcześliwy, a ja pluje sobie w brodę, że to nie ja go uszczesliwiłam.


Śni mi się po nocach. Jest tak strasznie realny. Chce go dotknąć, przytulić. Po prostu z nim być. Śmieszne jest to, że nie jestem zazdrosna o niego czy o jego życie. I z jednej strony to dziwne. Mam po prostu wielkie poczucie straty i tęsknoty. Nic poza tym.


"usta zamykają się wtedy, gdy mają do powiedzenia coś ważnego." Mi też się zamknęły. Na sms-a, ostatnio, którego od niego dostałam. Wiedziałam co odpisać, wiedziałam co chcę napisać, jednak wiedziałam też, że jego słowo musi być ostatnie. Bo mogliśmy sobie tak przerzucać piłeczkę na jedną i drugą stronę, ale po co? Niczego by to nie zmieniło. Popełniliśmy błędy obydwoje i zdajemy sobie z tego sprawę. Tylko, że życie leci dalej. On to wykorzystuje, a ja jakoś się nie palę na razie. Lubię przeszłość i wracanie do niej, co jest najgorsze co mogę robić, ale jakoś mnie to buduje. Zamknęły mi się wtedy kiedy byliśmy razem. Przecież mogłam być z nim, ale powiedzieć tak na prawde, od serca, o co mi chodzi, co mi nie pasuje. A nie potrafiłam. Z góry założyłam, że to niczego nie zmieni, że będzie tak samo. Przeczycie? Głupota? Zwykłe tłumaczenie ? Nie mam pojęcia i nie wiem czy kiedykolwiek znajdę odpowiedź na większość pytań.


Kocham go, tęsknie i wariuje czasami. Jednak chyba tak powinno być. Może ja tez, jak on znajdę szczęście?


"uważam, że miłość usprawiedliwia wszystko, to nie wolno mi było prosić, żeby wyrzekła się swojej przyszłości i pozostała ze mną."


No właśnie. Zdanie idealne dla mnie. Czuje dokładnie to samo. Kocham go, ale mimo iż to jest miłość to nie mogę prosić go żeby rezygnował ze swojego życia dla mnie, dla osoby, ktora kiedy w niego zwiątpiła, z kogoś kto go teraz kocha i wspiera całym sobą i daje mu to czego ja się nie odważyłam dać.


 


Boże, nigdy nie sądziłam, że będe kogoś tak szalenie kochała, a kogo nie będę mogła mieć.

Inna
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

film

niedziela, 4.marca.2012, 03:15
"Dear John".
Film, który od pierwszych minut wywołał u mnie płacz. Można brać to z poprawką, bo byłam po piwie, które zazwyczaj ułatwia płacz.
Jednak przez cały film miałam myśl tylko o jednej o sobie. O nim. O Piotrku.
Cały czas myślałam o tym jak długo na niego czekałam, jak długo on czekał na mnie. Wyjazd do Austrii na narty, potem dwukrotnie Irlandia, potem przeprowadzka do Wrocławia. Cały czas byliśmy osobno. Nasz związek trwał 4 lata i 4 miesiące. Od rozstania minął rok. Bardzo szybko mi on minął. Nie umiem powiedzieć jak wiele zmieniło się w moim życiu. Jednak w jego życiu zmieniło się wszystko. W ciagu roku ułożył sobie życie, takie jakie miał ułożyć sobie ze mną. Nie mogę powiedzieć, że go za to nie winie. Winię. I to bardzo. Mam poczucie odrzucenia, żalu. Mam wrażenie jakby nasze lata nie miały większego znaczenia. I wiem też, że to ja zawiniłam, bo to ja nie zawalczyła. Miałam 18 lat i dwie drogi w życiu. Z nim, w kierunku poważnych planów, po poważnyc przeżyciach, albo bez niego, beztrosko, z dnia na dzień, totalna zabawa. Wybralam to drugie. I tak bawiłam się. Co piątek się upijałam, co piątek i nawet sobotę robiłam coś głupiego. Zawalałam szkołę i maturę. Zdałam wszystko, ale to tylko szczęście i pomoc przyjaciół.
Teraz? Teraz żałuje, że wybrałam tą drogę, a przecież nie powinnam. A może nie żałuje? Sama nie wiem do końca. Wiem, że tęsknie za nim. Wiem, że chciałabym mieć go obok siebie. Wiem to. Tylko co z tym życiem co mam teraz? Tą swobodę? Sama nie wiem czego chce.
Film wywołał u mnie wspomnienia. Ja też pisałam meile. Nawet mam je do dzisiaj. Tylko, że ja popełniałam błędy. Całkiem dużo ich było. Po zerwaniu zrobiłam tez dużo głupich rzeczy. I wiem, że nie mogłabym spojrzeć Pioterkowi w oczy i powiedzieć mu o nich wszystkich. A przecież związek to prawda i zaufanie. Eh. Dlatego też z niego zrezygnowałam. Było zbyt dużo rzeczy, które leżały mi na sercu, a których nie mogłam powiedzieć. Powód? Chciałam żeby dalej mnie kochał. Chciałam mieć tą świadomość, że jestem dla niego tą samą Kamilą, która go kocha i którą on kocha, jednak ich drogi muszą się rozdzielić.
Najgorsze jest to, że przez to wszystko nie przestałam go kochac. I cały czas zyje nadzieją, że moze pewnego dnia się spotkamy(gdzies na ulicy fabrycznej), i bedziemy razem - szczesliwi. Ma do mnei zal, ze nie zawalczyłam. Wiem, nie zrobilam tego, ale jak mialam to zrobic, nie wiedzac czego chce. Teraz wiem czego nie mam, a co sprawialo, ze moje zycie mialo sens, i chce tego spowrotem, ale nie moge rozwalac mu zycia, nie moze powiedziec, ze chce do niego wrocic, bo wiem, ze nie wroci, bo wiem, ze ma swoje zycie, w ktorym jest szczesliwy. Ze wszystko u niego jest na swoim miejscu.
Tylko, ze to ja mma problem. Bo nie umiem sobie ulozyc zycia. Moge sie calowac z innymi, przytulac czy nawet uprawiac seks, ale to nic nie jest zobowiazujace, dlugodystansowe. Pakuje sie w rzeczy, ktore wiem, ze sie skoncza. I to jest problem. Bo dalej trzymam otwarta furtke dla Piotrka. Bo tylko z nim wyobrazam sobie dalej wspolne zycie, dzieci itd.
I nie wazne ile lat minie, wiem, ze bede go kochac najmocniej na swiecie. Szkoda, ze on to widzi jako moja egoistyczna strone.
Inna
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

"Magia" wspomnien.

sobota, 25.lutego.2012, 01:08
Miałam dzisiaj straszny wieczór. Może nie taki straszny, ale na pewno płaczliwy.
Jestem przed okresem, i akurat padło, na huśtawkę nastroju. Cały czas się denerwowałam, krzyczałam, a dopiero co przyjechałam do domu. I stało się. Dotarły do mnie pewne informacje, nie wiem w jakim stopniu prawdziwe, ale chociaż trochę na pewno.
I zaraz po tym lawina wspomnień i 2h powrótu do niczego, w płaczu.
Boli tak cholernie to, że P sobie uklada życie. Jednak nie to, że je sobie układa boli najbardziej, ale w jaki sposób. Układa sobie je po naszemu. A przeciez to byl nasz plan na zycie. Dlaczego chce mnie zastąpic ? Dlaczego umieszcza kogos na moje miejsce, w naszym wspolnym planie, zamiast stworzyc cos calkiem innego, odrebnego?
Nie umiem dalej sobie z tym poradzic. Poza tym, minąl zaledwie rok od naszego zerwania. Przez prawie 5 lat bylismy razem. A nagle tutaj dowiaduje sie, ze on juz ma rodzine. Po jakim czasie? Paru miesiacach ? I nagle taki zdecydowany. Ejh. Wiem, ze jest to bład atrybucji. Wiem, ze przeceniam jego cechy osobowosci, a niedoceniam istoty sytuacji. Wiem, ale to jest takie trudne i zgubne. Bo w koncu mowil, ze kocha, ze zawsze bedzie kochal, ze zycie beze mnie nie ma sensu. Jednak go odnalazł. Tylko czemu ja nie moge? Dlaczego w dalszym ciagu tkwie w tym wszystkim i czekam i nie zamykam furtki?
Kazdy z moich facetów, przez ten rok, był jakims przeczekaniem. Nic stalego, powaznego. Nawet jak stałe, to wiedziałam, ze koniec jest bliski.
Ilez mozna czekac? Poza tym to on dał mi odejsc, wiec ja powinnam wrócic. Jednak jak teraz wrócic? Kiedy słysze, ze uklada sobie zycie. Znowu mu zamieszac? A jezeli nie bedzie chcial, wybierze to co juz teraz ma, a nie to co miał, jak sie bede wtedy czuła. Ja i ta moja duma.
Wiem, ze sobie poradze. Jakos. Tylko, ze ten czas i ta droga..., bedzie meczaca. I nie raz sie załamie, jak dzisiaj. Usiade i zaczne płakac. I nie bede umiala przestac. Za kazdym razem jak cos bede robila, beda wracały wspomnienia adekwatne do sytuacji. Wiem to i to własnie bedzie najtrudniejsze.

Nie wiem o co chodzi. Co sie dzieje w moim zyciu. Czy to tylko syndrom psa ogrodnika czy na prawde chcialabym z nim byc, ale z powodu dumy nie chce sie do tego przyznac ?

Czas pokaze. Tylko, ze musze liczyc sie z tym, ze potem bedzie za pozno. O ile juz nie jest.
Inna
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Zjebanie

poniedziałek, 6.lutego.2012, 20:11
Zawaliłam. Znowu. To jest jakaś moja domena. Jeszcze na dodatek zaczęłam wspominać wcześniejsze razy. I jest jeszcze gorzej. Mam masakryczny humor. Zjebałam tyle razy, tyle rzeczy, które były dla mnie ważne.
Muszę nauczyć się, że nie mogę mieć wszystkiego. Trzeba coś wybrać, z czegoś zrezygnować. Lecz ja tego nie potrafię. Nie umiem odpuszczać, zapominać. Gdzieś dalej to wszystko we mnie siedzi. Piotrek, Jarek, bez sensu do tego wracam. Minęło zbyt wiele czasu. Tylko, że to dalej boli. Świadomość, że mogło być inaczej, gdybym nie zrobiła paru błędów.
Zaczęłam nowe życie, ale błędy są takie same jak w starym. Mam jakiś defekt. Nie umiem już normalnie funkcjonować, odpierdala mi. Nie tak bardzo jak kiedyś, ale jednak...
Myślę, że sobie radzę, ale do czasu, kiedy znowu wszystko wraca.
I dzisiaj jest ten dzien, eh.
Inna
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Zagubiona, wśród tlumu.

poniedziałek, 17.października.2011, 21:32
Miłość. Co to w ogole jest? Mówimy, że kochamy, a wiemy co to znaczy? Dlaczego dla niektorych słowa są ważniejsze niż czyny?
Eh, mówisz, że kochasz..., ale nie pokazujesz tego.
Zawsze muszę namieszać sobie w życiu. Masę dziwnych problemow, które są pierdołami, ale razem wzięte... sprawiają, że nie mogę oddychać.
Nie zawsze umiem sobie ze wszystkim poradzić, a przecież jestem tą najsileniejszą zosią samosią. Zawiodłam się na sobie. Pokazałam jaka jestem słaba i to, że nie zawsze sobie radzę. Nie jestem osobą, która pędzi do każdego ze swoimi problemami. Próbuje sama sobie poradzić, czasem probelm zniszczyć zanim się rozwinie.

Jednak teraz zakochałam się. Może i w nie odpowiednim chłopaku, ale nagle stał się kims ważnym i kimś dla kogo warto ryzykować. I ryzykuje. Czasem wydaje mi się, że nie do końca to docenia. Nie widzi tego jak z wieloma rzeczami mi ciężko, a raczej nie umie tego zrozumieć. Mogę z tym sobie radzić, ale wolałabym żeby chociaż umiał przyjść i mnie przytulić. Bez słów. Jak przyjaciel. Tylko teraz pytanie czy chłopak może być Twoim przyjacielem? Czy powinien nim być? Jednak można rozgraniczyć. Może być chłopakiem, który czasami ma odruchy, zachowanie jak przyjaciel. Lecz fakt, nie każdy to potrafi.
Inna
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Ah...

wtorek, 11.października.2011, 02:35
Byłam z chlopakiem ponad 4 lata. Od zerwania minęło 9 miesięcy. To jest naprawdę bardzo dużo czasu... W między czasie miałam wielu chłopaków, z którymi byłam..., raz. I to mi wystarczało. Bawiłam się, korzystałam z życia. Robiłam to czego w związku bym nie mogła.
W końcu wplątalam się w związek, z byłym chłopakiem mojej przyjaciółki. Kolejny błąd. Związek na odległość. A mnie czasem ciągnię do szaleństwa w mieście, ale nie robię nic... Bo wiem, że będę żałować, bo w końcu umiem docenić związek, coś stałego.
Prawda jest taka, że tęsknię za poprzednim. Bardziej niż bym chciała i się spodziewała. Nie wiem dlaczego. Może to to miasto tak na mnie wpływa. Bo ono zawsze było nasze, moje i Piotrka. I boje się, że zawsze tak będzie. Każda uliczka, budynek, posąg czy wontanna czy coś innego będzie mi się z nim kojarzylo. Nazwy ulic nawet. To jest paranoja. Zbyt wiele rzeczy działa na wspomnienia. Boje się tego. Nie wiem do czego to może prowadzić. Wątpie, że do zejścia się... Nie wiem nawet czy umiałabym z nim być. Po zerwaniu widziałam go tylko raz. Czasem tęsknię, czasem nie...
Może jak A będzie we Wro, ze mną, nawet czasami to wszystko się zmieni. Bardzo bym chciała...
Jednak nic nie jest idealne..., a znajac mnie pewnie wszystko jeszcze bardziej sie skomplikuje.
Inna
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Przyjaźń

wtorek, 4.października.2011, 03:18
Często mówimy, że mamy przyjaciół. Nawet paczkę przyjaciół. Spędzamy czas w towarzystwie wielu osób, grupka conajmniej 5 osób albo i więcej. Zastanowmy się czy każdego traktujemy tak samo? Czy każdemu jesteśmy w stanie to samo powiedzieć?
Nie, ponieważ każda osoba jest inna. Ma znaczenie płeć. Ma znaczenie wiek. Wszystko ma znaczenie. Każdy detal, każdy czynnik wplywa na osobę. I musimy się z tym pogodzić. Facet może być podobny do kobiety, ale także do faceta, może być rożny od kobiety i od faceta też. I to może nas wprawiać w błąd, że płeć nie ma znaczenia, że każda osoba powinna być traktowana jako jednostka bezpłciowa. Lecz nie można tak. Żyjemy w czasach gdzie w dalszym ciągu są powatarzane z pokolenia na pokolenie stereotypy i gdzie społeczeństwo nimi żyje i kieruje się w swoim życiu oraz uczy ich młode pokolenia.
Jednak jeżeli chodzi o przyjaźń to jest to zagadnienie związane z zaufaniem. Jak bardzo musimy ufać osobie, którą nazywamy przyjacielem? Czy mimo tego, że każdy wie, kto jest naszym przyjacielem, mamy przed nim pewne tajemnice? Mówimy o nich, tak oczywiście, że to i to jest tajemnicą i powiem Ci jak bardziej będe Cię dażyć zaufaniem? Czy od razu można wszystko powiedzieć?
No cóż. Każdy jest inny. Wszyscy podchodzimy do życia inaczej. Niektórzy mają dystans, inni są całkowicie otwarci.
Jak bardzo przyjaciel może przegiąć granice, jak bardzo zranić i dowalić? Czy przeprosiny wystarczą, może do tego uścisk i zapewnienie, że to ostatni raz? Słowa, że wiemy o tym jak bardzo zraniliśmy i przekroczyliśmy granice mają znaczenie? Może i mają, ale muszą być poparte czynami.

Osobiście mogę nazwa 3 osoby swoimi przyjaciółmi. Każda z nich jest inna. Z każdą mam inny kontakt, wiąże mnie inna historia, inna przeszłość, różne wspomnienia. Czasem się przeplatają, jednak z każdym inaczej rozmawiam. Pokazuje siebie, jednak nie zawsze jestem taka sama. Mam wiele twarzy. I nie są one sztuczne, to nie są maski. Po prostu każdy z nas w wielu sytuacjach inaczej się zachowuje, dla wielu niespodziewanie, dla innych całkiem normalnie. Zależy jak nas widzieli, w jakich sytuacjach, w kontaktach z jakimi ludzmi. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wiele rzeczy ma znaczenie i wpływa na to jacy jesteśmy. Sami w sobie, w otowczeniu wielu ludzu, jakiś konkretnych - przyjaciół czy z każdym z osobna. I płeć też ma na to wpływ. I może to jest jakiś rasizm, ale on powinien być. Uważam, że równouprawnienie jest głupotą. Można zmienić pewne rzeczy tak, aby nie bylo wielkiego rozłamu między kobietą, a mężyczną, jednak żeby nie zmieniał on utworzonego porządku.
Kobieta może być silna, energiczna, pewna siebie, umiejąca się postawić, odporna na stres. W końcu pewne rzeczy mamy w genach, a dziedziczymy je od kobiety i od mężyczny, i nie wiemy od kogo co przejmiemy.
I fakt, to też może wpływać na przekonanie, że nie ma różnicy między płcią. Lecz powinna być. Tylko, że teraz kwestia taka czy patrzymy ze strony psychologicznej czy biologicznej albo społecznej. No cóż.
Chyba jednak trzeba powiedzieć, że płec i każdy inny czynnik ma znaczenie, nie ważne jaki by było.

A w przyjaźni najważniejsze jest zaufanie. Pamiętajcie, warto o nią walczyć i się jej poświęcić. Słuchajcie uważnie drugiej osoby i obserwujcie ją, bo nie zawsze jest w stanie pokazać co tak naprawdę czuje i co siedzi jej w głowie.
W takim razie, czas zaczac misje...
Inna
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

eh

środa, 28.września.2011, 01:35
Cholernie tęsknie i w sumie nie do końca wiem dlaczego. Wypiłam butelke wina i jest mi smutno. Jestem w mieście, z którym wiąże się wiele wspomnień, odległych o jakieś 8 miesięcy. Wiadomo, z chłopakiem. Który twierdzi, że ma mało czasu i żyje pełną parą, z dziewczyną, której nienawidzę. I z tego co wiem to wcale nie jest jakaś idealna, przez co jeszcze bardziej mam ochotę obić jej ryj. Cały czas o nim myśle będąc tutaj. No i nie wiem po co. Rozstaliśmy się. Dostałam to czego chciałam. Zaliczyłam facetów, których chciałam. Poznałam seks od wielu stron. Z każdym inaczej. Jednak pozostaje sentyment, moja słaba strona. Jestem w nowym związku, z kimś naprawdę cudownym. Myślę o nim, za nim też tęsknię. Marzę o jego dotyku, lekkim uśmiechu, przeszywającym uśmiechu. Zawładnął moim światem. Lecz przeszłość mnie dogadnia, trochę się jej boje, ale wiem, że muszę stawić jej czoła.
Moje myśli są takie chaotyczne, jak moje życie.

Nie wiem co mam robić, myślęc. Jestem. Tak po prostu. Nie planuje niczego, nie ma po co.
Inna
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Eh.

sobota, 17.września.2011, 00:29
Jestem 8 miesięcy po zerwaniu. Dokładnie minęło to 8 dni temu. Ciekawe, że zapamiętuje się nawet te smutne daty. Tak, to smutna data. Była taka od samego początku, a po czasie nawet jeszcze bardziej. Dlaczego? No cóż, przez tyle miesięcy uświadomiłam sobie, że nie umiem stworzyć nowego związku, tak po prostu jak myślałam o tym, to po prostu nie mogłam sobie tego wyobrazić. A chętnych troche było. Potem zaczęłam zauważać dobre strony byłego partnera, ale starałam sie pamiętać powody zerwania. To i tak nie miało znaczenia. Z ex utrzymuej dalej kontakt, smsowy, bo dzieli nas odległość i chyba dalej nie mamy odwagi spojrzeć sobie w oczy. Po 2 miesiącach cierpienia on sobie znalazł nowa dziewczyne, której nienawidziłam przez 4 lata naszego związku. Pierdolona najlepsza przyjaciołka, która tylko czekała na okazje. Potem miał czelność mówić, że ją kocha. Jak można kogoś pokochać w 6 miesięcy po zerwaniu z dziewczyną, która kochało się ponad 4 lata? Czy to po prostu inna miłość? Jak to jest? Nie rozumiem. I wcześniej też nie rozumiałam. Ja nie umiałam sobie ułożyć życia. Zamykałam sie w sobie. Nie dopuszczłam myśli, że się przejmuje. Imprezowałam, chlałam, sypiałam z innymi tylko żeby nie pamiętać. Zawaliłam trochę szkołe i mature, ale udało się. Dzięki przyjaciołom, którzy wiedzieli kiedy interweniować i w sumie dzięki mojej wychowawczyni, która sprawiła dwoma słowami, że zaczełam sie zastanawiać. Mimo iż sprawiłam jej przez 3 lata tyle kłopotów, no głownie z olewaniem szkoły, bo uczyć to się jako tako uczyłam, ale dalej we mnie wierzyła i powtarzala jaka nie jestem w jej oczach i co mogę osiągnąć jeżeli tylko będę chciała. Jestem słaba psychicznie, chociaz wszyscy zawsze mówią, że kto jak kto, ale ja jestem silna. Cóż, to się nazywa dobra maska. Kto inny powiedział mi, że jestem paradoksalna. Im bardziej się boje tym jestem silniejsza, strach napędza moją siłę. Zaczęłam to zauwazac. W kazdej sytuacji kryzysowej, stresujacej nie poddawalam sie, lecz walczylam dalej. Az w koncu stanelam w miejscu i pozwolilam aby wszystko ze mnie splyneło. Cały stres i bol, i pozwolilam łza popłynąć. Strach przeminął. Siła też. Powiedziala to osoba, ktora zna mnie najlepiej. I ktora zawsze bedzie wazna w moim zyciu. Nie sadzilam, ze kiedys to powiem, ale kocham ja najbardziej na swiecie mimo iz nie potrafilam z nia byc. Z nim dokladniej.

W koncu trafilam na tego, z ktorym sprobowalam byc. Byly chlopak przyjaciolki. Nie najlepszy start. Potoczylo sie dziwnie. Umowienie sie na piwo w malym gronie. Z jego strony jakies tam zaloty ( na zlosc przyjaciolce), potem przespanie sie, dalsze umowienie sie itd. Potem cos zaiskrzylo. Poznanie calej jego rodziny, podbicie ich serc itd. Chlopak fantastyczny. Najlepsze, ze mnie pociaga. Nie tylko fizycznie. Sprawia, ze jestem szczesliwa. Lubie jego towarzystwo. Nawet milczenie mi nie przeszkadza. Jednak jest duzo roznic miedzy nami. Twierdzi, ze sie wszystkiego czepaim i ze wzgledu na to nie pasujemy do siebie. Moze i sie czepiam, ale to przez to, ze mi zalezy. A moze przez to, ze chce zwiazku takiego jaki mialam? Boze, przeciez wiem, ze kazdy jest inny. Jednak nie umiem sie w tym wszystkim odnalezc. To jest takie nowe, wkurzajace i pociagajace nawzajem. Nigdy nie wiem jak bedzie. Czy mi ulegnie czy nie, czy ja jemu czy nie. Jestesmy tacy rozni, ale postepujemy troche podobnie. Kazdy z nas jest zraniony w jakis sposob, zazdrosny o przeszlosc. Rozumiemy siebie, ale czasem emocje goruja. Uwielbiam zasypiac obok niego. Nawet nauczylam sie spac nie wtulona w niego, bo tak mu wygodniej, lecz kiedy bedac tylem do niego poczuje jak sie obraca i sie przytula, to nagle wszystko jest takie idealne. Jego reka na moim brzuchu. Zasypaim jak niemowle. Chociaz czasem sie krece i to zbyt czesto. Zakochuje sie, ale boje sie tego wszystkiego. Duzo komplikacji jest i bedzie, ale chce zaryzykowac, jednak widze, ze chyba nie do konca on tego chce. Jakby sie wycofywal. Wiem, ze nie chce mnie zranic, jest zbyt slodki na to, ale i tak bedziemy cierpiec. W koncu jak on nie zerwie to aj to zrobie. Bo po co sie meczyc nawzajem?
Pamietam jak powiedzial, ze mnie kocha poraz pierwszy. Nie zbyt dobry moment, ale te slowa wiele zmienily. Zaczelam miec nadzieje, a moze sie uda. Potem mowil to parokrotnie. Kolejny raz na trzezwo, ze sie zakochal. Nastepne kiedy byl najarany, ale boze nawet seks byl wtedy lepszy. Nigdy mu nie powiedzialam tego samego spowrotem. Tylko, ze tez sie zakochalam, i potem tylko raz, ze go kocham. Boje sie mowic mu to czesciej, mimo iz czuje, ze kocham. Boje sie, ze jednak bede odrzucona, ze te slowa jeszcze bardziej wszystko zmienia.
Jest na prawde cudowny. Caly swiat nie ma znaczenie kiedy jestem obok niego. Dawno dal nikogo tak glowy nie stracilam.
Ja wyjezdzam, on zostaje .Jestemy ze soba zbyt krotko zeby miec nadzieje, ze zwiazek na odeglosc przetrwa. Nawet nie mamy daty naszego zejscia sie.
Najgorsze jest to, ze tak duzo rzeczy jest idealnych. Eh, tylko, ze on uwaza mnie za nimfomanke, bo caly czas mam ochote na seks. Uwierzcie, nigdy taka nie bylam. Jednak on mnie tak cholernie pociaga. Sama mysl, ze mnie dotyka, ze czuje jego dlonie na swoim ciele, i mam takie dreszcze, ze szozk. Nie umiem tego wszystkiego ogarnac. Eh, a on wie, ze ja chce i przez to nie chce, a ja nie umiem jakos pokazac mu, ze tez nie chce zeby bardziej chcial. Popierdolone ;p A ide kuzwa na psychologie. Powinnam nauczyc sie manipulowac ludzmi.

Najchetniej byklabym z nim 24h, ale nie moge, wiem, ze musze dac mu przestrzen, mimo iz mnie to wkurza jak cholera. Lecz jak dam wiecej przestrzeni to czy sie czasme nie przyzwyczai? I jak bede chciala jednak wiekszej bliskosci, to bedzie to dla niego nie wygodne, bo wczensiej mial przestrzen? Eh. Boze spraw zebym w koncu sie ogarnela.
Dziwne jest to wszystko. Czuje sie jakbym byla w srodku huraganu....
Inna
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

:(

czwartek, 17.marca.2011, 00:11
Kolejne dwa miesiące radzenia sobie z bólem. Zerwania nie są czymś dobrym. Na początku jest całkiem inne życie, trochę nieznane, pociągające.
Jednak w pewnym momencie przychodzi czas, w którym się zatrzymujemy. I nie wiemy co dalej.
I ja jestem teraz w tym miejscu. Pierwszy szał minął. Zrobiło się kilka głupich rzeczy, jak zawsze po pijaku. Potem był moralniak, a na koniec wielki polew z tego.
Teraz każdego dnia patrzyłam na ściane, gdzie było pełno zdjęć i różnych kartek. Wszystko zostało spakowane do budła, bo sam widok niemiłosiernie bolał. Zostało jeszcze wiele rzeczy. Chociazby pierscionek na palcu. Nie potrafię go ściągnąć.
Jednak było dosyć łatwo. Codzienność mnie wciągnęla, nie pozwalając myśleć. Aż w końcu ta codzienność pokazała mi coś całkiem nowego.
Jedna rozmowa. Tyle cholernego bólu.

Nie radze sobie ze stratą bliskich ludzi. Nie umiem pogodzić się z myślą, że to już nie mój świat. Sama tego chciałam na dobrą sprawę.
Eh, nawet nie ma nikogo z kim mogłabym o tym rozmawiać.

Dlaczego to tak boli? :(
Inna
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

... nic specjalnego

niedziela, 14.listopada.2010, 11:27
Mamy listopad... Spadł pierwszy śnieg, który od razu się roztopił. Rano zalegała tylko maleńka warstwa na autach i dachach domów. Niestety, w górach jest go o wiele więcej przez co powietrze tu na dole w kotlinie jest o wiele chłodniejsze niż być powinno. W końcu z moim skarbem zmieniliśmy sieć na play. Wzięliśmy sobie te same telefony w tym samym abonamencie. Dzięki temu mogę teraz siedzieć w pksie i pisać ta notkę. Zaczął nam się długi weekend. Myślałam, ze będę mogla choć trochę odpocząć, ale niestety nauczyciele są zdania, ze maturzysci wolnego mieć nie powinni. Boże! Góry wyglądają tak pięknie, kiedy przykryte są śniegiem i oświetlane przez promienie słońca.

W końcu zaczęłam chodzić do szkoły. Dzisiaj niestety musiałam się zwolnic z dwóch lekcji, aby zdążyć do wro na odpowiednia godzinę. Nauczyciele uważają, że moje niechodzenie do szkoły to moja nonszalancja, hehe. I przez najbliższy miesiąc muszę się poprawić żebym miała jakieś normalne zachowanie na świadectwie. Boje się tylko, ze zawale. Zawsze się buntuje jak ktoś coś mi każe robić.

Chciałam iść do psychologa. Pogadać z kimś neutralnym o sobie. Trochę się tego boje, nie wiem czemu. Mam numer, wystarczy tylko zadzwonić i się umówić. Załatwiłam sobie nawet już numer... Nie wiem czemu mi tak ciężko jest zadzwonić...

___________________ brak sieci w PKS ___________________________

Jest już niedziela. Długi weekend minął strasznie szybko. Środa wieczorem, mały meeting. Byłam cholernie zmęczoną, więc szybko odpadłam. Czwartek - powrót do domu i cały dzień i wieczór spędzony w łóżku. W piątek zaczęłam już coś robić związanego ze szkołą tak samo w sobotę. Wczoraj zrobiłam gulasz, który nie wyszedł mi zbyt dobry -.- ale trudno...
Dzisiaj pakowanie, i wieczorem jazda do domu. Mam jeszcze naukę, bo jutro kartkówka z geografii... -.- ale to w PKS-ie.
Siedzę sama w domu, czekam aż Piotrek wróci ze szkoły, i zamiast zacząć pisać to cholerne wypracowanie na Polski, to siedzę i znajduję co chwile jakieś inne rzeczy do zrobienia, włączając w to tego bloga.
No, ale koniec tego obijania się.


Idę się edukować...!!! ;]
Inna
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Zmiany

wtorek, 26.października.2010, 01:07
Jakiś czas temu postanowiłam coś w sobie zmienić, i jak już zapewne większość z was się domyśliła, postanowiłam zafarbować włosy. Na czerwony/ rudy czy jak wolicie taki fajny ognisty kolor. Jednak szybko zatęskniłam za swoim naturalnym kolorem. Zaczęły mi się robić odrosty, co nie wyglądało już tak ładnie, więc zafarbowałam je na brązowo, aby przyszłe odrosty były mniej odstraszające.

Każdy z nas ma taki moment w życiu, że czuje, że powinien coś zmienić. Coś. Cokolwiek. Po prostu, aby zmiana była widoczna. Dla nas, i dla innych.
Fajnie jest móc coś zmienić. Mieć tą świadomość, że potrafię. Wierzymy, że zmiany mają jakiś sens. Bo mają, tak w sumie.
Jednak czasami nie przynoszą one takich skutków jakiś oczekiwaliśmy. Efekt zmiany był krótkotrwały, a przecież chcieliśmy zmiany na dobre.
I w końcu zaczynamy tęsknić za tym co było wcześniej. W końcu uświadamiamy sobie, że to wcześniej nie było takie złe, i nie była konieczna zmiana. Bo zmiana była tylko powierzchowna. Nic więcej się nie zmieniło, oprócz czegoś konkretnego co zmieniliśmy.
Teraz mówiłam na przykładzie np. włosów. Jednak to dotyczy różnych zmian w życiu. Auta, mieszkania, ciuchów, stylu czy nawet partnera.

Musimy nauczyć się, że jak chcemy to zmienić, to musimy postawić na to wszystko. Bez żadnego żałowania, i wracania w przeszłość. Nie możemy myśleć o tym co było, tylko o tym co jest i będzie. Przeszłość to miłe wspomnienie, czasem złe, ale na tym powinno się kończyć. Żadnego gryzącego sumienia, mętliku w głowie. Po prostu postanawiasz coś, robisz to i z tym żyjesz.
Każdego dnia stajemy przed wyborem. Musimy podjąć jakąś decyzje. I ta decyzja jest dobra. Nie możemy jej nigdy żałować, ponieważ w momencie jej podjęcia wydawała nam się ona najlepszą z możliwych.

Zmiany są potrzebne, ale trzeba się dobrze nad nimi zastanowić.
Pamiętaj, nigdy nie żałuj podjętych decyzji. Mamy jedno życie. Nikt za nas go nie przeżyje.
Inna
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Wątpliwości

sobota, 4.września.2010, 01:20
Ledwie zaczęła się szkoła, a ja mam już dosyć. Jestem przemęczona. Po szkole, nie mam na nic ochoty, ani siły... myślę tylko o łóżku. Mam jednak nadzieje, że lenistwo mnie tak szybko nie dopadnie.

Jutro wyprawiam moje urodzinki dla rodziny. Nic szczególnego w sumie. Chciałam żeby były one na podwórku, jakiś grill, tak swojsko, ale mama doszła do wniosku, że jej się nie chce tego wszystkiego szykować i woli wydać dwa razy więcej kasy na impreze w knajpie i przyjść na gotowe. Cóż... zgodziłam się, ale opornie...

Tak długo czekałam na ten dzień... na te 18-naste urodziny. Jednak nie czuje żadnego podniecenia, ani... niczego specjalnego. Bardziej chyba nie mogę doczekać się tego prawa jazdy, które tak opornie mi idzie...

Pamiętam jak parę lat temu z najlepszą przyjaciółką planowałyśmy sobie jak to będzie w liceum, chciałyśmy być takimi typowymi nastolatkami z amerykańskich seriali. Nasze 18-nastki miały być wystrzałowe i w ogóle, wszystko razem.
Niestety, obecnie wygląda to inaczej. Najlepsza przyjaciółka nie jest już taką najlepszą, popularna to może ona jest, ja raczej odeszłam na bok, nie jesteśmy w jednej szkole, nasze towarzystwo różni się od siebie ogromnie, a co najlepsze to ona jest taką osobą jaką wszyscy myśleli, że ja będę..., non stop imprezy, alkohol, szalone pomysły, towarzystwo...
Uspokoiłam się..., jednak nie czuje się dobrze w swojej roli. Czasami mam wrażenie, że jestem osobą jakąś obcą..., nie taką jaką powinnam być.
Mam tylko 18 lat i żyje stabilnie. Mam wątpliwości..., jednak... jak to pewien ksiądz powiedział trzeba je mieć żeby wejść na dobrą drogę...
Zdarzyły się w moim życiu rzeczy, których żałuje... i to nie tylko takie, w których zraniłam kogoś innego..., ale że zraniłam siebie.
Czasami mam tak wielką ochotę po prostu wsiąść w auto i po prostu ruszyć przed siebie..., niestety jeszcze tego legalnie zrobić nie mogę, lecz wiem, że ten moment nastąpi...
Moje życie stało się nudne..., takie monotonne... Dla ludzi, którzy mają życie mniej stabilne, moje życie jest świetne i takie, jakie chcieliby mieć..., a ja...? Chciałabym mieć życie mniej stabilne - ale tylko czasami.

Te wakacje były cudowne. Może i nie miałam czasu na opalanie się, czytanie książek i oglądanie seriali. Jednak poznałam tyle na prawdę ciekawych ludzi, mogłam zasmakować tego dorosłego życia. Nie zawsze było dobrze. Były kłótnie, zgrzyty... częściej niż powinny być, ale na tym to chyba polega. Podobno kłócąca się para, to taka, której zależy.

Czasami nie wiem czego chcę. Chciałabym żeby z końcem liceum zakończyły się też te moje obawy. Myślałam, że nigdy mi nie odbije, że jestem jaka jestem i tyle, ale szczerze to ta myśl, że zaraz będę mieć te 18 lat, i więcej możliwości uderzyła mi do głowy. Chcę zrobić już teraz, od razu, szybko.. wszystko co tylko mogę, wszystko co dozwolone od lat 18.

W filmach i serialach wszystko jest takie proste. Zawsze wiadomo jak się skończy, jak potoczy się los bohaterów... Dobrze, źle i na koniec znów dobrze. Ten sam schemat. Szkoda, że nikt nie chce przedstawić życia takiego jakim jest... skomplikowanego. Życia, w którym każdy dzień jest wyborem, wyborem czegoś dobrego, złego... lub mniej złego. Jednak wszystko ma swoje konsekwencje.
Jak powinniśmy postępować? Zgodnie z czym? Z własnym sumieniem? A może mamy myśleć tylko o innych?
Zawsze byłam zdania, że najważniejszą osobą jestem ja. Zawsze swoje szczęście stawiałam na pierwszym miejscu, swoje potrzeby. I dalej tak robię. Jednak już nie aż tak bardzo jak kiedyś. Nawet jeżeli nie jestem szczęśliwa, to szczęście tej drugiej osoby... jakoś tak koi i wynagradza. Lecz... czasami potrzebuję być cholerną egoistką i wszystko postawić na swoje szczęście. Tylko pytanie... co daje mi szczęście? I czy warto czasami tupnąć nogą i odwrócić się na pięcie dla szczęścia chwilowego, ulotnego?
Czy potrzebujemy takich ulotnych chwil szczęścia, czy raczej tego dłuższego? Przecież i tak wszystko się kończy... zwłaszcza to co dobre. I gdzie w tym wszystkim jest jakiś cholerny sens??
Jak żyć, jak się w tym wszystkim połapać? Co bardziej szkodzi? Żal do innych czy do siebie?

Jest tyle pytań..., tyle cholernych pytań i nigdzie odpowiedzi. Frustrujące.

Zawsze chciałam być niezależna, odpowiadało mi to. Lecz bez tego nigdy nie założe rodziny. Nie ustatkuje się. Będę żyć marzeniami, złudzeniami...
Boje się, że po założeniu tej rodziny, obudzę się któregoś dnia i nie będę szczęśliwa. I co wtedy? Wybór!! Szczęście dzieci - utwierdzanie je w fałszywym przekonaniu, że jesteśmy cudowną rodziną, czy moje szczęście z kimś innym, lub po prostu bez nikogo.

Moi rodzice są ze sobą jakieś 27 lat, to dużo. Trzy córki, jedna mężatka z dzieckiem w drodze. Lecz jest jakiś żal. Rodzice cały czas się kłócą, czasami o naprawdę niesamowite pierdoły, chyba tylko po to żeby móc na siebie nakrzyczeć i zrobić jakiś sztuczny szum. Mama ma żal o te lata kłótni, jakiś wymyślonych obsesji ojca, o jego popierdzielone zachowania po alkoholu. Prosiłam ją nie raz żeby się rozwiodła, że ja wolę mieć rodzinę rozbitą niż wychowywać się w takich warunkach, lecz ona nigdy nie brała tego pod uwagę tak na poważnie. Cały czas przy nim trwa. Tak samo ojciec. Im jestem starsza, tym wiem, że mimo ich kłótni, tego żalu, potrzebują siebie nawzajem. Jeszcze rok i się wyprowadzę z domu, i oni to wiedzą. Chcą po prostu mieć do kogo się odezwać.
Wszystko niby pięknie, jednak... mimo wszystko zawsze będę tęsknić za ich widokiem kiedy się do siebie uśmiechają czy całują.
Chciałabym być dobrą matką, lecz także dobrą żoną... i mając tak długi staż jak moi rodzice, chciałabym dalej móc chodzić za rękę z mężem i się z nim całować. Chciałabym czuć taką samą miłość jak w pierwszych dniach naszego bycia ze sobą.
Lecz... czy to nie jest tylko ekranowy scenariusz?
Inna
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: